AA
A
zapisz się do newslettera: 

Sąd pozwolił, sąd skazał – wyrok w sprawie dziennikarzy z Wrześni

Dziennikarz i redaktor naczelny, którzy w gazecie lokalnej ujawnili informacje z postępowania niejawnego, zostali uznani za winnych, pomimo że wcześniej sąd zgodził się na udostępnienie im akt tego postępowania w celu sporządzenia materiału prasowego. Sędzia odstąpiła od wymierzenia kary. Dziennikarze zapłacą jednak nawiązkę na cel społeczny (sygn. VIII K 510/11).

W wtorek (24 kwietnia 2012) zakończył się proces Waldemara Ś. i Tomasza Sz. z Wiadomości Wrzesińskich. W gazecie opisali głośną w środowisku lokalnym sprawę molestowania seksualnego pracowników przez niemieckiego przedsiębiorcę. Tomasz Sz., autor artykułu, oparł się na aktach postępowania, które toczyło się za zamkniętymi drzwiami. Wcześniej otrzymał na to zgodę sądu, a we wniosku wyraźnie zaznaczył, że o wgląd do akt ubiega się w celu sporządzenia materiału prasowego (więcej informacji na ten temat dostępnych jest tutaj).

Ujawnienie informacji z postępowania niejawnego jest przestępstwem (art. 241 k.k.). Sprawę rozpoznawał Sąd Rejonowy w Poznaniu. Dziennikarze nie przyznali się do winy. Sędzia uznała, że pozostawali w błędzie co do bezprawności swego działania. Skoro bowiem otrzymali oficjalną zgodę na wykorzystanie akt na potrzeby artykułu prasowego, to mogli się spodziewać, że nie grozi im za to odpowiedzialność karna.

Zdaniem sędzi błąd ten nie był jednak uzasadniony. Podawanie informacji z utajnionego procesu jest bezwzględnie zabronione i nawet zgoda sądu tego nie zmienia – argumentowała sędzia – Dziennikarze powinni o tym wiedzieć.

Stąd też orzeczenie o winie i jednocześnie nadzwyczajne złagodzenie kary. Dziennikarze nie odpowiedzą za przestępstwo zagrożone karą do 2 lat pozbawienia wolności. Zapłacą jednak po 800 zł nawiązki na cel społeczny i mogą spodziewać się wpisu w rejestrze karnym. Najbardziej jednak obawiają się, że wyrok otworzy drogę do powództwa cywilnego o odszkodowanie, jakie może wytoczyć im niemiecki przedsiębiorca opisany w artykule. Jeszcze w trakcie procesu domagał się od dziennikarzy po 30 000 zł.

– Czujemy się niewinni – mówił po procesie Tomasz Sz., pytany przez dziennikarza poznańskiej Gazety Wyborczej (czytaj więcej w GW) – Sąd wiedział, że prosimy o akta, by napisać artykuł. Nie zastrzegł, nie uprzedził, że nie możemy ich wykorzystać. Dlaczego teraz mamy ponosić konsekwencje?

Dziennikarze zapowiadają apelację. Sprawa została objęta programem Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce HFPC. W przeprowadzonych dotychczas rozprawach uczestniczył obserwator HFPC Jędrzej Kupczyński. Fundacja rozważa również złożenie, na etapie postępowania apelacyjnego, opinii prawnej przyjaciela sądu (amicus curiae).

 


Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Dowiedz się więcej jak je wyłączyć.