AA
A
zapisz się do newslettera: 

Komentarz do sprawy dotyczącej granic krytyki naukowej

Do związanych z pracą naukową sporów prawnych między naukowcami dochodzi niezwykle rzadko. Gdy sporadycznie się one zdarzają, dotyczą przede wszystkim kwestii prawa autorskiego. Natomiast ocena warsztatu i jakości badań bądź publikacji naukowych stanowi oczywisty i podstawowy składnik akademickiej oraz naukowej codzienności. Bez krytyki nie byłoby nauki i jej rozwoju. Do krytyki należy się odnieść siłą własnego merytorycznego argumentu. Dlatego zdziwienie muszą budzić sytuacje, gdy krytyczna ocena pracy badawczej staje się przedmiotem postępowania sądowego, w którym krytykowi zarzuca się naruszenie dobrego imienia lub zniesławienie. Sąd nie może zastępować naukowego seminarium.

Do sądów trafiają jednak pojedyncze „naukowe skargi”, bo uprawnieniem jednostki jest przecież i wniesienie własnego pozwu czy też prywatnego aktu oskarżenia, nawet jeśli jest to zupełnie nieuzasadnione bądź zdumiewające. W takim przypadku sąd nie tylko musi rozstrzygnąć dany spór, ale ma również szczególną okazję, by sformułować ogólniejszą regułę (standard prawny), która znalazłaby w przyszłości zastosowanie określając, kiedy i  w pewnych przypadkach  czy w ogóle pewien zarzut może stać się przedmiotem sądowego orzeczenia. Wskazanie takiej generalnej reguły (np. jako czytelnego kontratypu prawnego) oszczędzałoby później sądom czas, a państwu pokrywanych z pieniędzy podatników wydatków związanych z prowadzeniem sądowych postępowań.

W ostateczności pozostaje Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Trafiło do niego kilka „naukowych spraw”, ale były one szczególnej natury. Sprawy te nie dotyczyły samej zasadności krytyki, lecz cech krytyki (użycia dosadnego „mocnego słownictwa”), połączonej z szerokim upublicznieniem. W sprawie Azavedo przeciwko Portugalii (skarga nr 20620/04, wyrok z 27 marca 2008 r.) skarżącym był autor książki na temat rzekomej degradacji pewnego publicznego ogrodu, w której poddano krytyce wcześniejszą pracę na ten sam temat. Twórcy skrytykowanego opracowania zarzucono przyjęcie niesłusznych poglądów na temat sztuki i zasugerowano, by ponownie odbył „kilka lekcji w szkole podstawowej”. Oceniając wymierzoną grzywnę Trybunał wskazał, że poddana krytyce osoba nie może zostać uznana  a tak postąpiły sądy krajowe  za „zwykłą jednostkę”. Autor publikujący pracę naukową wystawia się bowiem na ewentualną polemikę ze strony czytelników i środowiska naukowego. Zakwestionowana wypowiedź, choć miała niewątpliwie negatywną konotację, nie była też personalnym atakiem, lecz kwestionowała jakość pracy naukowej innej osoby. Sędziowie ponadto oznajmili, że posłużenie się w kontekście krytyki naukowej prawem karnym musi „podważać w sposób zasadniczy wolność, z której powinni korzystać badacze w ramach ich pracy naukowej” (par. 33).

W sprawie Lunde przeciwko Norwegii (skarga 38318/97, decyzja z 13 lutego 2001 r.) z kolei wskazano, że ograniczenia dotykające wolność naukowców do prowadzenia badań i publikowania ich wyników wymagają „najściślejszej kontroli” ze strony Trybunału. Chociaż w norweskiej sprawie Trybunał nie dopatrzył się złamania wolności słowa, należy podkreślić specyfikę tego przypadku. Nie dotyczył on polemiki między naukowcami, lecz publikacji, w której bardzo poważne oskarżenia o rasizm zostały oparte na nieprawdziwych informacjach, łatwych do zweryfikowania, a ponadto zarzuty sformułowano pod adresem konkretnych osób.

Spór między naukowcami wokół jakości pracy badawczej nie powinien zasadniczo podlegać sądowemu rozstrzygnięciu. Krytyka naukowa jest stałą cechą działalności naukowej, więc oddajmy to, co akademickie Akademii. Ale to sądy muszą określić korespondujący standard prawny. Mogą to zrobić w różny sposób: słaby albo mocny, lecz w obu przypadkach prowadzący do umorzenia postępowania ze względu na brak przestępstwa. Słaby wariant polegałby na kwalifikowaniu krytyki jako wyrażenia oceny, która nie może co do zasady stanowić zarzutu w znaczeniu art. 212 Kodeksu karnego (wtedy do dyspozycji pokrzywdzonego pozostawałby art. 216 kk, jeśli ocena  co w praktyce wystąpi bardzo rzadko  ma cechę znieważenia). Wolałbym jednak, aby sądy wybrały wariant mocny, a więc oparty na jednoznacznie zidentyfikowanym kontratypie wypowiedzi i krytyki naukowej. To ten wariant skutecznie i jednoznacznie zapobiegałby zadawaniu sądowi pytań, które powinny pozostać zarezerwowane dla krytycznej reflekcji formułowanej podczas naukowego seminarium.

Ireneusz C. Kamiński – ekspert Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka

 


Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Dowiedz się więcej jak je wyłączyć.