AA
A

„Je suis Charlie”, „je suis Ahmed”

Najczęstszym i najbardziej rozpoznawanym wyrazem solidarności z zamordowanymi dziennikarzami tygodnika „Charlie Hebdo” stało się hasło „Jestem Charlie” (Je suis Charlie). Przeglądając w Internecie materiały dotyczące tragicznych wydarzeń we Francji, znalazłem też inne, dłuższe hasło: „Nie jestem Charlie, jestem Ahmed, zabity glina. Charlie wyśmiewał moją religię i kulturę, a ja zginąłem broniąc jego prawa, by to robił” (I am not Charlie, I am Ahmed, the dead cop. Charlie ridiculed my faith and culture, and I died defending his right to do so).

Wśród zabitych podczas ataku na redakcję satyrycznego tygodnika byli dwaj policjanci. Jeden z nich: Ahmed Merabet, był muzułmaninem. Karykatury przedstawiające Mahometa, kluczową dla islamu postać, mógł odbierać – jak wielu muzułmanów – jako obraźliwe.

Wolność wypowiedzi jest w liberalnym państwie jedną z podstawowych ludzkich swobód. Ochronie podlega też wypowiedź budzącą zakłopotanie, kontrowersyjna, jak i obraźliwa. Właściwie to dopiero „problematyczna” wypowiedź wymaga obrony, bo słowa schlebiające czy neutralne nie będą budziły sprzeciwu.

Wolność słowa oznacza, że inna osoba może wypowiedzieć treści, które uważam za obraźliwe dla moich wartości i poglądów. Mogę natomiast wymagać, bym nie był zmuszany do słuchania czy oglądania obraźliwej wypowiedzi. Sam fakt, że inni nie czują oburzenia, gdy poznają obraźliwy dla mnie przekaz, nie wystarcza, bym mógł im zamknąć usta. Jeśli z danym przekazem się nie zgadzam, nie kupuję pewnego czasopisma czy książki, nie oglądam pewnego filmu, nie chodzę na pewną wystawę.

Można jednak argumentować, że „bycie razem” oznacza, iż rezygnujemy z wypowiedzi, które mogą być odbierane przez innych jako obraźliwe. Tyle że wtedy zaczynamy milczeć. Cenzurujemy siebie i innych. Gdy w ten proces włącza się prawo i władza – co jest regułą w społecznym życiu – powstaje pokusa wielu zakazów i nadużyć.

W 2005 r. wybuchł spór wokół karykatur Mahometa. Solidaryzując się z duńskim dziennikiem „Jyllands-Posten”, który po publikacji karykatur otrzymywał liczne groźby, gazety w innych krajach Europy postanowiły dokonać przedruków. Pośród nich nie było jednak gazet brytyjskich, także tabloidów znanych z nieustannego prowokowania i szokowania w innych sprawach. W Polsce po publikacji w „Rzeczpospolitej” przeprosiny i wyrazy ubolewania wyrazili ówczesny premier i minister spraw zagranicznych. W Rosji natomiast wyraźnie zapowiedziano, że przedruki zakończą się ściganiem karnym sprawców.

Wolność wypowiedzi trzeba rozumieć jako dopuszczalność możliwie szerokiej wypowiedzi, nawet bolesnej i obraźliwej (przy pewnych jedynie ograniczeniach). Mam do niej prawo i takie samo prawo daję innej osobie. I jestem gotów zawsze tego prawa bronić, nawet gdy nie zgadzam się z daną treścią lub ona mnie boli.

Nie wiem, czy Ahmed Merabet gotów był bronić prawa „Charlie Hebdo” do karykatur, które muzułmanie mogli postrzegać jako obraźliwe. Wystarcza, że zginął tego samego dnia, co dziennikarze, gdy przybył im na ratunek. Je suis Charlie, je suis Ahmed.

Prof. dr hab. Ireneusz C. Kamiński
Ekspert prawny Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka


Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Dowiedz się więcej jak je wyłączyć.